Archive for the ‘Recenzje, opisy, wrażenia’ Category

Gdy chcemy sobie coś dobrego przysmażyć, powinna wytworzyć się nam reakcja Maillarda. Gdy chcemy posłuchać co nowego we wrocławskich eksperymentach muzycznych to proponuję  wrzucić na ruszt Związki Maillarda. To zespół założony w styczniu 2010 roku, przez młodych muzyków udzielających się w kilku różnych zespołach.  Tworzą instrumentalną, bardzo eksperymentalną muzykę. To mogłoby być dość ryzykowne, i pozostać na zawsze w sali prób, gdyby nie talent  artystów. Mimo regularnego grania w swoich zespołach, muzykom ze Związków Maillarda udało się stworzyć  sporo interesujących kompozycji. Jak na instrumentalne granie, bardzo dobrych.  Zespół planuje dalej się rozwijać, czego znakiem jest wydanie zapowiadającego ich pierwszy longplay singla pt.  „Fatamorgana”.

„Swoimi odgłosami oznajmia, że do niej należy pustynia Sonra” – słyszymy po włączeniu „Fatamorgany”. Według mnie, swoimi dalszymi odgłosami Związki Maillarda udowadniają,że mogą wnieść nową jakość na wrocławską eksperymentalną scenę. Duży walor kompozycji to klawisze Michała Zasłony. Bez tego byłoby trochę zbyt surowo. Na  plus zasługuje także sekcja drum ‚n’ bass czyli Paweł Drygas (świetna gra, z mocnym uderzeniem) i Mikołaj Łapiński. Gitary uzyskały fajne, „ślizgające” brzmienie.

zwiazki02

Zdecydowanie każdy sam powinien ocenić dokonania Związków. Szczególnie publiczność wrocławska, która poznała już muzyków z ich działalności w takich zespołach jak np.: Chris June, Katedra czy Panzerhund.

*Z wcześniejszych dokonań Związków polecam utwór „Kot Dywersant” z EP 2010 (dostępne na BandCamp) 😉

Związki Maillarda w sieci:

facebook.com/zwiazkimaillarda
zwiazkimaillarda.bandcamp.com
soundcloud.com/zwiazkimaillarda

zm_fatamorgana_okladka

 

 

 

 

 

 

Pozytywna i jak najbardziej zasłużona popularność finalisty piątej edycji Must be the Music czyli zespołu Katedra, zapewniła ogromną frekwencję na wczorajszym koncercie. Kiedy zjawiłam się tam około godz. 20.00 klub oraz ogródek już był zapełniony i ciągle dochodziły nowe osoby.

Przed gwiazdą (można już chyba tak napisać;) zagrali panowie z Echoe, zespołu również już znanego w kręgach wrocławskich i nie tylko. Grają progresywnego rocka wzbogaconego o funkowe brzmienia. Zgromadzona licznie pod sceną publika z zainteresowaniem wysłuchała setu jaki przygotowali muzycy. W mojej opinii są dobrymi instrumentalistami i choć może mało dynamicznie (jak dla mnie) zagrali, był to udany występ.

Po zmianie dekoracji i sprzętu na scenę weszli muzycy Katedry. Udział w ogólnopolskim programie zapewnił im rozpoznawalność, także poprzez charakterystyczny image, co było widoczne u każdego z artystów oraz wśród niektórych osób z publiczności. Big bitowy duch był obecny podczas całej wczorajszej imprezy: od stylizowanego plakatu poprzez hippisowskie stroje. Katedra zagrała bardzo dobry i ciepło przyjęty koncert. Wykonali swoje autorskie utwory oraz covery znanych polskich muzyków big bitu. Do późna w ciepłą, majową noc można było podziemiach Hali Gwardii słuchać muzyki z tamtych lat w wyjątkowym wykonaniu Katedry.

*Plusem jest dla mnie widoczne zaangażowanie muzyków i ich radość z gry (vide – np. Paweł Drygas na perkusji) to sprawia, że muzyka brzmi znacznie lepiej i porywa!

Set lista zamieszczona przez zespół:

1. Kat Edra                                         

2. Zapraszamy na Łąki

3. Oto widzisz znowu idzie jesień (EP)

4. Z brzytwą na poziomki (cover- Klan)

5. Klon

6. Nieukryte (EP)

7. Evviva l’arte (EP)

8. Jonasz (EP)

9. Nie przejdziemy do histotrii (cover- Trzy Korony)

10. Pieśń o Świcie

11. Wołanie u stóp góry

12. Szukając miłości

13. Kim jesteś (EP)

Bis:

Strach i Pragnienie

Jednego Serca (cover- Czesław Niemen)

Katedra na Fb: https://www.facebook.com/katedrawroc

katedrakoncert

Koncert Flying Moses, Łykend, 7.04.2013

Posted: Kwiecień 8, 2013 by annaktw88 in Recenzje, opisy, wrażenia

Zespół Flying Moses to siedmioro muzyków, tworzących niebanalne dźwięki, trudne do jednoznacznego zaszufladkowania.  Mają oni zarejestrowane swoje utwory na profilu youtube (http://www.youtube.com/user/FlyingMosesOfficial?feature=watch) oraz myspace (http://www.myspace.com/flyingmoses), ale aby ostatecznie ich ocenić najlepiej przekonać się o tym na żywo. W niedzielny wieczór miałam taką możliwość.

Koncert rozpoczął się po 20.30, zespół zaczął od swojego utworu Macarabey, od razu wprowadzającego słuchacza w interesujący klimat muzyki Flying Moses.  Chciałabym pochwalić oświetlenie w klubie, które wpływało (wg.mnie) na dobry odbiór koncertu. Nagłośnieniu również nie można było nic zarzucić, słychać było bez problemu każdy z instrumentów.

Artyści swobodnie poruszają się wśród wielu muzycznych inspiracji np. folku, rocka oraz różnej muzycznej awangardy. Daje to niesamowitą mieszankę stylów, świetnie przeżywanej na scenie przez wokalistkę Katarzynę Pakowską. Widocznie wczuwa się ona w muzykę, co daje niezapomniane wrażenia słuchaczom. Wokalistka nawiązała także kontakt z niewielką (niestety!) publicznością w klubie i opowiadała o inspiracjach towarzyszących tworzeniu poszczególnych utworów. Stworzyło to, według mnie, kameralny i  bardzo przyjemny w odbiorze klimat.

Zespołowi Flying Moses pozostaje mi podziękować za muzyczną, ambitną podróż. Niedzielny koncert zrobił na mnie duże wrażenie, polecam zdecydowanie ich następne występy.

Rockarolla to dla mnie festiwal poniekąd sentymentalny. Od pierwszej edycji, za każdym razem działo się coś ciekawego – czy to debiut (zakończony zwycięstwem dnia) znajomego zespołu, czy to poznanie kogoś, kto okazał się ważny, czy rzecz mniej ciekawa, jak kontuzja kostki. Tak czy inaczej, lubie to wydarzenie i staram się za każdym razem na nie dotrzeć. (Notabene – tym razem nie stało się nic niezwykłego – to był po prostu bardzo dobry koncert).

Zanim przejdziemy do opisu samych występów, warto zaznaczyć dość przykrą kwestię. Nie wiem na ile organizator jest związany z samym klubem (Od Zmierzchu Do Świtu), więc nie wiem kogo winić za całokształt, ale zespoły mocno skarżyły się na organizację. Kapele musiały pojawić się o 16 (start było 18) i niemal do samego końca nie było wiadomo kto o której gra. Dla słuchacza nie znaczyło to wiele – obsuwa do 19 nie jest niczym niezwykłym, aczkolwiek przykro było słuchać zdenerwowanych muzyków. Plus dla organizatorów, za bardzo krótkie przerwy między kapelami – ledwo starczyło czasu, żeby podejść po piwo, czy wyjść na papierosa, a już pojawiał się kolejny zespół.

Galeria

Pure Snow

Niestety, przeszkadzały również osoby, które muzyki mocno tanecznej przed sceną tańczyły pogo. Po prostu nie było przez to miejsca, żeby potańczyć, a zdarzyły się również incydenty zakończone rozlewem krwi osób, które oberwały kimś wypadającym z kotła.  Na szczęście to tyle, jeśli chodzi o zarzuty dot. organizacji, przejdźmy do samej muzyki.

Galeria

The Riddle

Pierwszym składem na deskach sceny było Pure Snow. Zespół gra rocka na granicy hard rocka, z wokalistką, którą ostatnimi czasy dane nam było zobaczyć w X Factor (gdzie została ciepło przyjęta). Zespół sprawił się doskonale – przygotowane utwory były spójne stylistycznie, muzycy doskonale przygotowali się pod względem samej gry i śpiewu. Bardzo zgrana ekipa, wiedząca co chce grać i robiąca to na świetnym poziomie. Poza muzyką zespół zaprezentował fajną gre sceniczną – nikt nie stał jak kołek (no, może poza perkusistą, ale ten nie ma specjalnie możliwości zrobienia czegokolwiek poza siedzeniem i ew. wstaniem przy akcencie). Kontakt z publiką również nie zostawia nic do życzenia, widać było, że nikt nie grał w eter, tylko do ludzi.

Galeria

Non Stop

Kolejnym zespołem było The Riddle. Najpierw słyszałem dużo dobrego o chłopakach i pani (widzieliście kiedyś perkusistke? jeśli nie, to wpadnijcie na ich występ), wylądowałem na ich koncercie i troszke się zawiodłem. Tym razem kapeli udało się dużo zyskać w moich oczach – potwornie dynamiczna mieszanka hard rocka, bluesa i klasycznego rock’n’rolla aż zapraszała do tańca (co było niemożliwe, vide: 2 akapity wyżej). Członkowie zespołu dali z siebie wszystko, nie zaniedbali ani kwestii techniki gry, ani kompozycji utworów – po prostu pokazali klase. Notabene, zostało to docenione – po rozdaniu trzech EPek, sprzedali resztę tych, które mieli przy sobie, a fani ustawiali się do nich po podpisy. W sumie się nie dziwię.

Galeria

Blue Balls Effect

Chwilę później mieliśmy okazję usłyszeć i zobaczyć kapelę Non Stop. 4 panów dołączających do klasycznego rockowego składu puzonistę. Sami swój styl określają jako „energetyczny alternatywny rock z sekcją dętą”, podczas gdy ja nazwałbym to ska-punkiem. Jakkolwiek od lat tego gatunku nie słucham, to bardzo go lubiłem i musze przyznać, że Non Stop podobnie jak poprzednie zespoły świetnie robi, to co robi. Dobrzy instrumentaliści, może nie skomplikowane, ale dopracowane utwory, mnóśtwo energii – aż porywa do skakania. Nic dodać, nic ująć.

Przedostatni wystąpił zespół Blue Balls Effect. Kolejny męski kwartet, tym razem z klasycznym rockowym instrumentarium. Zgodnie z ich wypowiedzią grają modern rocka, a mi brakuje słów, żeby opisać ten gatunek. Trudno stwierdzić, czy to rock, czy to metal, a jeśli już na coś się zdecydujemy, to nie wiadomo jaki to podgatunek. Mniejsza z plakietkami, powiedzmy coś o samym występie. Niezaprzeczalnie, panowie przygotowali się do koncertu i nie można im nic zarzucić, jeśli chodzi o ich grę. Kompozycje nie drażniły, ani nie były złe, ale mi osobiście nie podeszły. Nie mogę powiedzieć, że mi się nie spodobali, ani że są źli. Po protu nie mogę też powiedzieć, że mi się spodobali.

Galeria

Uho van Gogha

Jeśli ktoś nie lubi czytać niemiłych słów albo lubi punka niezależnie od tego, jak brzmi – lepiej niech pominie ten akapit. Ostatnią kapelą było Uho van Gogha. Szkoda właściwie strzępić sobie język, mówiąc o wokaliście, który na scenę wszedł pijany, o perkusiście nie umiejącym utrzymać rytmu nawet w najprostszych przypadkach (przepraszam, jeśli ktoś chce grać na zestawie, to podstawą jest rytm hi-hat/hi-hat z werblem/hi-hat/hi-hat ze stopą w metrum 4/4). Muszę przyznać, że gitarzysta ma potencjał i w innym zespole by się rozwinął, jednak tutaj nie ma na to niestety szans. Chłopaki niestety nie podeszli poważnie do występu. Zdarzyło mi się ich słyszeć około 2 lat temu i od tamtego czasu nie zrobili nic, aby się rozwinąć. Cóż, widać taki urok punka (nie punk rocka! to różnica), ale mnie to nie przekonuje.

5 zespołów, 3 świetne, 1 dobry i 1 fatalny. Koło 4h muzyki niemal bez przerwy. Lekkie problemy organizacyjne. Piwo w cenie biletu. Normalna obsuwa czasowa. Czy wczorajszy wieczór moge uznać za udany? Tak, stanowczo tak. Czy pojawię się na kolejnych edycjach festiwalu Rockarolla aRT festival i koncertach Rockarolla Live? Jak najbardziej. Do zobaczenia właśnie tam.

Rockarolla na FB
Klub OZDŚ na FB
Pure Snow na FB
The Riddle na FB
Non Stop na FB
Blue Balls Effect na FB
Uho van Gogha na FB

To był już ostatni wieczór w Bezsenności podczas II edycji przeglądu Akademickiego Rocka. Publiczność znów dopisała i na finał stawiła się chyba najliczniej. Nie obyło się bez problemów z nagłośnieniem (choć już trochę mniej)  jednak klimat i zabawa dopisały.

Znów należy pochwalić organizację wydarzenia przez Niezależne Zrzeszenie Studentów. Koncerty miały się rozpocząć o godz. 20.00 i tak też było. Wszystko przebiegało sprawnie i  raczej bez większych problemów.

Galeria z wydarzenia

Katedra

Pierwszy na scenie wystąpił zespół Katedra. Szerzej pokazany poprzez udział w programie telewizyjnym Must be The Music zgromadził pod sceną sporą publiczność. Zaczęli od utworu Oto widzisz, znowu idzie jesień do wiersza K.I Gałczyńskiego. Zespołowi pomogły w chórkach, jak poprzednio, dwie urocze wokalistki. Publiczność żywo reagowała na każdego z członków zespołu i doskonale  bawiła się pod sceną. Z rozmów wielu słuchaczy wynikało, że to właśnie oni mają największe szanse na zwycięstwo. Niektórym ,mimo innego od ich ulubionego klimatu muzycznego, zespół Katedra także się podobał.

Galeria z wydarzenia

Panzerhund

Po krótkiej chwili przyszedł czas na mocne uderzenie Panzerhunda. Metalowa muzyka i zachowanie frontmana spowodowały młyn pod sceną i ostre pogo. Michał Stocki po raz kolejny udowodnił, że jako wokalista, potrafi poprowadzić publiczność. Pozostali muzycy także się nie obijali i pokazali, jak dobrze sobie radzą ze swoimi gitarami i perkusją. Zdecydowanie potrafią grać i miło się słucha riffów i solówek w ich wykonaniu. Widać było, że widownia ich kupiła.

Trzeci finałowy zespół to Alternans. Trochę lżejsze rockowe granie i charyzmatyczny wokalista  to ich wielki plus. Grają melodyjnie i ciekawie. Zauważone już porównanie do Iana Curtisa z Joy Division, jest wg. mnie jak najbardziej uzasadnione. Dobrze się patrzy na taki „trans” wokalisty i jego ruchy na scenie. Chłopaki stworzyli także nowy utwór i podsumowali go jako „takie coś”, uważam, że nawet więcej niż coś:) Słyszałam jednak głosy, że byli najsłabsi podczas tego wieczoru, każdy ma jednak swoje zdanie, ja sądzę, że warto dać im szansę na kolejne koncerty.

Galeria z wydarzenia

Alternans

Galeria z wydarzenia

SoFresh

Ostatni na scenie zagrał zespół SoFresh, mający już sporo fanów, co można było zauważyć podczas ich wejścia. Dość zdystansowany wokalista był jednak zadowolony z reakcji i popularności zespołu.  Mają dobre własne utwory np. Evertime I look into your eyes oraz potrafią ubarwić granie coverem. Niewątpliwie, ten wieczór był dla zespołu bardzo udany, gdyż zdobyli nagrodę publiczności (1500 zł do wykorzystania w sklepie muzycznym Riff Wrocław), nagrodę internautów (koncert na Juwenalia PWr) oraz liczne pochwały.

W  głosowaniu jury I miejsce przypadło Katedrze (40 h w studiu nagraniowym, koncert na Juwenaliach w Nysie i singiel w Radio LUZ), II miejsce dostali SoFresh (20 h w studiu nagraniowym), którzy uzyskali także wspomniane wcześniej nagrody. W finale wszyscy byli , wg. mnie świetni i pozostaje tylko życzyć udanej muzycznej drogi oraz kolejnych koncertów we Wrocławiu (i nie tylko).

Slow Motion Bullet

Galeria z występu Slow Motion Bullet

Baby. Cholerne, piskliwe, głupawe, rozchichotane, wścibskie, plotkujące baby. Na szczęście nie tym razem.
Wieczór 8. marca, poświęcony właśnie Paniom, spędziliśmy w Liverpoolu. 3 zespoły, 3 kobiety na scenie (planowo) i 3 niespodzianki. (więcej…)

A: Za nami II półfinał Akademickiego Rocka.  Kolejne cztery zespoły walczyły o przejście do finału we wrocławskim klubie Bezsenność. Poprzedni koncert przyniósł finał bandom Panzerhund i So Fresh.

Wczorajszy koncert był wg. mnie nawet lepszy pod względem muzycznym, nagłośnienie niestety już tak dobrze się nie spisało, nie wszystko było słyszalne zarówno dla publiczności jak i dla muzyków. Nie zepsuło to jednak odbioru, chęci zabawy oraz dania z siebie wszystkiego na i pod sceną. Publiczność dopisała a wszystko odbyło się bardzo punktualne (bardzo, dla mnie świetnie!) i bez zbędnych obsuw czasowych.

PK: Niestety, jeśli chodzi o samych wykonawców, moim zdaniem było gorzej niż tydzień temu. Jeśli chodzi o kwestie techniczne, to stanowczo zgadzam się z przedmówczynią.

AM: Widać było, że zespoły swobodnie czuły się na scenie, a co za tym idzie miały dobry kontakt z publicznością, którą rozpierała energia.

A: Zaraz po krótkim wstępie organizatorów (NZS – Niezależne Zrzeszenie Studentów) na scenę wszedł zespół Alternans.  Zespół powstał w marcu 2012 i już sobie świetnie radzi na scenie. Warto zwrócić uwagę na charyzmatycznego wokalistę – Karola Rudnickiego. Plus dla niego za niezłe ruchy sceniczne. Zespół ma potencjał, gra z werwą ale melodyjnie i dostał się do finału. Od razu zadziałali na publiczność która odwdzięczyła się zabawą pod sceną.

PK: Posłużę się słowami, które weszły już do naszej kultury dzięki wynalazkowi telewizji kolorowej i bezsensownej: jestem na nie. O ile wokalista ma potencjał, sekcja rytmiczna również się spisywała, to o gitarzystach trudno mi napisać coś dobrego.

AM: Potencjał jest, co prawda nie u wszystkich członków, ale zawsze to coś, jednak przed całym zespołem stoi trudne zadanie w finale i oczywiście czaka ich dużo pracy, bo konkurencja niemała.

A: Przerwa i czas na kolejny band – Wariant Jelcyna. Trudno mi się o nich jednoznacznie wypowiedzieć. Nie było bardzo źle bo chłopaki zagrali swojego seta + cover Metalliki Creeping Death ale mnie to aż tak bardzo nie porwało. Obserwując publiczność widziałam osoby dobrze odbierające zespół, jednak nie odniosłabym tego do całej publiki. Zespół określa swój gatunek jako metal socjalistyczny i tego się trzymajmy;)

PK: Miałem nadzieję na kawałek dobrego metalu urywający pośladki i inne odstające części… i się niestety zawiodłem. Panowie byli technicznie nieźli, ale mało energiczni. Mnie to nie porwało, ani mi się nie spodobało.

AM: Mimo tego, że byli kiepscy to brawo za odwagę, grać takie covery nie każdy chce, jednak moim zdaniem to ich zgubiło. Czasem zbytnia pewność siebie nie popłaca, ale zawsze mogło być o wiele, wiele gorzej.

A: Po przerwie na scenie zjawili się członkowie wrocławskiej Katedry. Warto wspomnieć, że ich perkusista Paweł Drygas, gra także w zespole Panzerhund. Zaczęli bardzo energicznie i (Kim jesteś) i nie skłamię chyba jak napiszę, że publika oszalała pod sceną. Proponowany przez nich rock impresjonistyczny i utwory z tekstami z klasyki poezji  trafiły zdecydowanie do gustu publiczności. Zespół  wspomogły w chórkach dwie wokalistki, które zapewne miały ubarwić występ, niestety nie dane mi było usłyszeć  jak śpiewają, dla mnie (przez nagłośnienie) były ledwo słyszalne. Pytając słuchaczy dostawałam entuzjastyczne odpowiedzi dotyczące wrażeń z występu Katedry. Dali wspaniały koncert i także dostali się do finału, a więc dwa razy zobaczymy wtedy na scenie Pawła Drygasa.

PK: Katedrę słyszałem bardzo dawno, wydaje mi się, że wtedy jeszcze kto inny siedział za bębnami. Pamiętam, że był to wieczór młodych muzyków w Zmierzchu, z zespołami które dopiero startowały i wtedy niestety mnie nie porwali. Wygląda na to, że zrobili OGROMNY krok naprzód (i bynajmniej nie w przepaść). Wokalista pokazał niesamowite zdolności, muzycy dali z siebie wszystko (a mało to nie było), a chórki (które udało mi się usłyszeć) bardzo ładnie wkomponowały się w całokształt.

AM: Jeśli mam być szczera, to chyba nie ma do czego się doczepić, występ był świetnie skonstruowany, kompozycje przemyślane i to jak wielką satysfakcję mieli muzycy podczas grania i obserwowania szalejącej pod sceną publiczności świadczy tylko o tym, że mają przed sobą całkiem niezłe perspektywy dalszego rozwoju.

PK: Jest jeszcze jedna rzecz, która mocno wyróżnia Katedrę z grupy wczorajszych zespołów. W moich oczach to jedyny zespół który na scenie pokazał emocje. Występ widziała rodzina niektórych członków zespołu, wokalista otwarcie i wprost nawiązywał do zespołu swojej mamy, a całe kompozycje idealnie współgrały z tekstami, niosąc ogromny ładunek emocjonalny. Niezwykłe wrażenie w dzisiejszych czasach.

A: Disagreement byli ostatnim zespołem na wczorajszym koncercie. Zagrali w bardzo energicznym stylu hardcore punk. Obok Alternans  wg. mnie, także mieli by szansę dostać się do finału. Dobre teksty i mocne gitarowe granie sprawdziło się na scenie Bezsenności. Z chęcią jeszcze kiedyś ich posłucham.

PK, AM: Niestety, tego zespołu nie dane nam było usłyszeć, więc nie mamy nic specjalnego do powiedzenia.

A: Oba półfinały oceniam na bardzo dobrze zorganizowane wydarzenie. Punktualność, krótkie wstępy przed każdym zespołem, sprawne przeprowadzenie całej akcji złożyły się na imprezę która warto promować. Gratuluję wszystkim zespołom i czekam niecierpliwie na kolejną środę czyli finał!

PK: To fakt – organizacja była jeszcze lepsza niż tydzień wcześniej (a i wtedy było dobrze). Niezwykle małe poślizgi względem planu (byliście na koncercie na którym zespół spóźnił się tylko pół godziny?), bardzo krótki czas poświęcony na zmianę zespołu – organizacyjna poezja, po prostu. Jak widać ekipa Bezsenności szybko się uczy, nic tylko czekać na finał.

A: Anna
PK: Phill Kiddo
AM: Angelika M. (gościnnie)

Galeria z wydarzenia